Temat tego wynalazku pojawił się gdy Magda jeszcze siedziała w brzuchu Justyny. Materiał reklamowy rowerów firmy Taga zrobił na nas duże ...

Sprzęt: Wózkorower Kangaroo Bike (prawie jak Taga Bike)



Temat tego wynalazku pojawił się gdy Magda jeszcze siedziała w brzuchu Justyny. Materiał reklamowy rowerów firmy Taga zrobił na nas duże wrażenie i doszliśmy do wniosku ze fajnie by było coś takiego mieć. Cena tego roweru oczywiście była porażająca (koło 5000) więc zacząłem wcześniej buszować po olx i szukać okazji. Okazja trafiła się gdy Magda miała jakieś 3 miesiące - pewna pani z Warszawy sprzedawała taki wózkorower jako prawie nie używany. Nie była to Taga, tylko jakiś polsko-chiński Kangaroo Bike. Pomyślałem że co tam, za 350 złotych można by zaryzykować.

Nadeszła wiosna, wózkorower aż prosił żeby na nim pokręcić, więc przy pomocy uniwersalnych mocowań do fotelików oraz paru kształtowników i śrubek udało mi się zmajstrować adapter do fotelików dla maluchów. Nadeszła pora na testy...

Co z testów wynikło? Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy przy jeździe to fakt że rower nie jest do końca konstrukcją sztywną - zwłaszcza po zamontowaniu naszego fotelika, bo przecież duży fotel sam w sobie też stanowił spory kawałek ramy. Wymuszało to na nas staranne trzymanie kierownicy, aby przednie koła roweru były do siebie równoległe. No ale jak mówiłem, to już nasza wina.

Czas na resztę wrażeń które będą się odnosić do wszystkich wózkorowerów o tej konstrukcji,a nie wspomina o nich żadna z kolorowych reklam w internetach:

- waga! Na reklamie nikt nie mówi nam że Taga waży około 30kg, bez dziecka. Ten nasz wynalazek zapewne ważył więcej. Więc nie jest to wózek dla mam które mają mało krzepy, aby sprawnie przeprowadzić transformację z wózka w rower (i vice versa), trzeba się niestety trochę spocić... nie wspominam tu już o noszeniu tego cuda po klatce schodowej w bloku.

- wózkorower w trybie wózek jest raczej słaby jako spacerówka - ma duże koła ułatwiające pokonywanie przeszkód, ale naprawdę dziwnie i ciężko się tym skręca;

- w trybie rower mamy do czynienia z ciężkim pojazdem o dużym promieniu skrętu który ktoś wyposażył w jeden, JEDEN bieg - niestety, nie pojedziemy tym szybko, a pod górkę naprawdę może być słabo.

- transport tego cuda w samochodzie to już wyższa szkoła jazdy, która wymaga składania siedzeń jeśli nie chcemy zbytnio go rozkręcać na części pierwsze.

- wózkorower absolutnie nie nadaje się do jazdy po drogach w naszym kraju, tu chyba nie ma co z tym faktem polemizować. Jego żywioł to spokojne ścieżki rowerowe (najlepiej asfaltowe lub brukowane) na osiedlach, w parkach lub lasach;

- długość składanej i regulowanej sztycy w naszym modelu wskazywała raczej na to że docelowym użytkownikiem są osoby o wzroście do 160cm, Justyna czuła się na nim dość komfortowo, ja byłem do niego za duży;

Zalety? Jest ich kilka, ale najważniejsza to fakt że dzieciak jest przed tobą i widzi cię cały czas (piszę tu o wersji z fotelikiem samochodowym), a ty widzisz jak twój mały Skarbek reaguje na wszystko co widzi. Żaden fotelik na rower czy przyczepka ci tego nie umożliwi. Nie raz i nie dwa wybuchaliśmy śmiechem patrząc na reakcje Magdy na otoczenie :) Używaliśmy Kangaroo sporadycznie przez parę miesięcy, aż do jesieni 2015 gdy zamieniliśmy go na przyczepkę rowerową.



Krótkie podsumowanie? Jeśli masz napraaaawdę dużo kasy, dom z garażem w którym możesz trzymać to cudo oraz bezpośredni dostęp do ścieżek rowerowych w okolicy - to czemu nie. Kup Tagę, pojedź z tym do serwisu rowerowego - niech założą ci przerzutki Nexus zamiast tylnej piasty (im więcej tym lepiej), będzie się wreszcie dało tym jeździć. W innym przypadku daruj sobie, nie za takie pieniądze. Kangaroo i inne chińskie wynalazki również odradzam, chyba że ktoś bardzo chce się przekonać na własnej skórze jak to jest być rowerowym kangurem :)

- Arek


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts