Doczekaliśmy się śniegu! W końcu będziemy mogli powiedzieć że widzieliśmy zimę w Bieszczadach. Arek zaplanował nam trasę z Muczneg...

Bukowe Berdo zimową porą




Doczekaliśmy się śniegu! W końcu będziemy mogli powiedzieć że widzieliśmy zimę w Bieszczadach. Arek zaplanował nam trasę z Mucznego na Bukowe Berdo. Szlak krótki, ze względu na Madzie. Wiedzieliśmy, że popołudniu ma być okno pogodowe i słaby wiatr, ale na połoninach zawsze wieje bardziej.
Auto udało nam się zostawić w Mucznem pod hotelem mysliwskim nic za to nie płacąc za co serdecznie dziękujemy właściciele :-)
Już po paru minutach weszliśmy w kompletną dzicz.
Korony drzew stykały się ze sobą i szliśmy jak w ciemnym tunelu.

Arek nie omieszkał mnie uświadomić w jakim położeniu jesteśmy, że niedźwiedzie nie śpią, co potwierdziła pani przy hotelu i właśnie w tym momencie usłyszałam warkniecie! Nawet Magda się uciszyła madudząc do tej pory.
Idąc w górę słyszeliśmy jeszcze w oddali jakieś pomruki, a w śniegu na śladach kogoś, kto szedł przed nami widniały odciski małych łapek, dodatkowo kilkakrotnie szlak przecinały ślady większych zwierząt.
Kiedy wyszliśmy z tej gęstwiny szlak wiódł przez goły las. Tuż przed szczytem słońce zaczęło walczyć z chmurami o swoją pozycję na niebie i wyjaśniła się tajemnica małych łapek, otóż sympatyczni państwo z córką, mięli w torbie małego yorka, który na nasz widok trząsł się z radości. Tajemnica pozostałych śladów, jak i odgłosów pozostaje tajemnicą do dziś (może to i lepiej ;-))

Wraz z połoninami zaczęło wiać. Magdzie po raz setny tego dnia zsunal się but, co doprowadzało mnie do białej gorączki. Uporalismy się z tym problemem zrobiliśmy pamiątkowe fotki na szczycie i zaczęliśmy schodzić.
Magda zasnęła, słońce wygrywało z chmurami coraz częściej i w doskonałych nastrojach doszliśmy do samochodu.

Wracając do hotelu postanowiliśmy zatrzymać się na jakiś mały obiad.
Wybór padł na Walczą Jamę w Lutowiskach. W środku dominuje klimat myśliwski, na ścianach poroża jeleni i łosi przeplatane czaszkami wilków. Z belki pod sufitem spoglądał na nas wypchane ptaki, niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta leśne.

Moją uwagę przykuły schody, które zamiast poręczy pięły się na górę między ścianami z poroży. Uwielbiam takie miejsca. Dodatkowo właściciel okazał się miłym gawędziarzem. Będąc w pobliżu warto tam zajrzeć i zakosztować w regionalnej kuchni.
Kiedy Zaostrzylismy swoje apetyty dziczyzną wychodząc, powiedzieliśmy sobie, że na pewno tu jeszcze wrócimy.

- JUSTYNA


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts