Wróciłam do pracy, wiec wspólne wolne weekendy to już rzadkość. Trafiła się wolna niedziela do wykorzystania, my cierpielismy na chr...

Zimowa Rysianka




Wróciłam do pracy, wiec wspólne wolne weekendy to już rzadkość. Trafiła się wolna niedziela do wykorzystania, my cierpielismy na chroniczny brak wysokości, więc postanowiliśmy wyruszyć w góry. Za cel wyznaczyliśmy sobie Rysiankę.
Startowaliśmy z parkingu w Żabnicy, a połowa drogi do schroniska na hali Boraczej okazała się pięknym asfaltem, dzięki czemu nasze nosidełko przekształciliśmy w wózek i spacerując lekko pod górkę oszczędzaliśmy plecy Arka.



Magda co jakiś czas zachwycała się pięknem przyrody pokazując nam rączką co akurat zwróciło jej uwagę. Tak dotarliśmy do pierwszego postoju. Czas na gorącą czekoladę i banana i po takim zastrzyku energii mogliśmy ruszyć dalej.
Szlak okazał się bardzo oblodzony ale byliśmy przygotowani na taką ewentualność i wyposażyliśmy się w "raczki" i oczywiści kije bez których byłoby ciężko (przynajmniej Arkowi z Magdą na plecach). Madzia zdążyła uciąć sobie drzemkę jak to zwykle na szlaku ;)


Do Rysianki dotarliśmy po nie spełna 3,5h, posililiśmy się zupą pomidorową, Magda rozprostowała nóżki zwiedzając salę schroniska i ruszyliśmy w drogę powrotną. Powrót był już łagodniejszy i w sumie po prawie 6 godzinach dotarliśmy do samochodu. Cała wycieczka okazała się, nie bagatela 20 kilometrowym spacerem! Byliśmy w szoku, no ale nogi wieczorem upominały się o odpoczynek.


- JUSTYNA


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts