Jak to w święta bywa u nas w domu, ciężko nam usiedzieć w jednym miejscu ;-) W niedzielę, po śniadaniu u jednych rodziców pojechali...

Sercu bliski Beskid Niski - czyli CebuLany Poniedziałek :D

 
Jak to w święta bywa u nas w domu, ciężko nam usiedzieć w jednym miejscu ;-)
W niedzielę, po śniadaniu u jednych rodziców pojechaliśmy na Pogórze Rożnowskie do drugich, którzy tam postanowili spędzić Wielkanoc. Niedziela upłynęła dość leniwe, nie licząc małej aktywności Madzi, która przeszła na swoich nóżkach ponad kilometrowy spacer!
W poniedziałek rano obie zostałyśmy zlane - jak tradycja nakazuje... Magda perfumami przez dziadka, a ja zimną wodą przez Arka. Głupia myślałam, że niesie mi wodę rano żebym się napiła :-) Po śniadaniu standardowo pakowanie i w drogę. Kierunek Beskid Niski. Naszym dzisiejszym celem była Magura Małastowska.
Wystartowaliśmy z parkingu kościelnego we wsi Oderne. Na początku szlak okazał się pięknym asfalcikiem ku uciesze Arka, który nie musiał od razu ładować naszego zajączka na plecy. Kiedy tylko wyszliśmy na polną drogę, dołączył do nas czworonożny lokalny przewodnik, którego bardzo szybko ochrzciliśmy "Cygan", ponieważ przy pierwszym rozstaju dróg próbował wyprowadzić nas w pole ;-)
 
 
Madzia co chwilę pokazywała na niego palcem, w razie gdybyśmy stracili go z oczu.
Im dalej szliśmy tym bardziej klimat tej dzikiej krainy nas otaczał, wiatr jakby ustał a jedynym dźwiękiem wokół był ćwierkot ptaków, wiosna wisiała w powietrzu. Madzia po wczorajszym spacerze była spragniona dalszych wędrówek dlatego zatrzymaliśmy się na mijanej właśnie polanie.
 

 
Gdy napiełniliśmy żołądki, oraz nacieszyliśmy oczy widokami zebraliśmy się w dalszą wędrówkę. Szlak zrobił się bardziej dziki, wijący błotnistą ścieżką pośród drzew i krzewów. W pewnym momencie Cygan stanął dęba z wzrokiem utkwionym w las. Kiedy zaczął ujadać, nie wiedzieliśmy czy uciekać, czy robić zdjęcia.
 
 
Źródłem niepokoju naszego przewodnika okazał się leśniczy, którego serdecznie pozdrowiliśmy i ruszyliśmy dalej.
Dziki beskidzki gąszcz ustąpił miejsca asfaltowej drodze, która prowadziła na przełęcz, my jednak skręciliśmy nieco wcześniej, kierując się w stronę schroniska na Magurze Małastowskiej.
Tam czekał już Cygan z kolegą oraz roznegliżowani turyści świętujący na całego Lany Poniedziałek :-)
 

My rozłożyliśmy się przed schroniskiem na stylowych skórzanych sofach.
 
 
Naładowaliśmy baterie. Cygan postanowił zostać, a my udaliśmy się na przełęcz Małastowską, na której znajdował się Cmentarz Wojenny nr 58. Pomodliliśmy  się za poległych i zaczęliśmy wracać do samochodu.
 

Już nie szlakiem lecz drogą asfaltową prowadzącą przez wieś Nowica.
 
 
Mijaliśmy charakterystyczne dla tego regionu krzyże, kapliczki, cerkwie oraz lokalną atrakcję - cudowne źródełko.
 

Madzia ucięła sobie drzemkę, której nie był w stanie przerwać zdenerwowany pies pilnujący mijanego przez nas gospodarstwa.
 

Około kilometr od samochodu nasz zajączek obudził się i zaczął domagać się swobody. Po chwili swobody zaczął domagać się noszenia w matczynych (koniecznie w matczynych!) objęciach.
W samochodzie szybka toaleta, mleczko i zauważyliśmy, że gdzieś po drodze zgubiliśmy Madzi ulubioną pieluszkę (z metką!) o zgrozo!  Jak ona teraz zaśnie?!
Nie pozostało nam nic innego jak wrócić po swoich śladach (samochodem na szczęście) w poszukiwaniu zguby. Niedaleko punktu widokowego na środku jezdni leżała niczym szmata :-D oddaliśmy ją właścicielce i teraz dopiero mogliśmy ze spokojem wracać do domu...
 
W blasku zachodzącego słońca zobaczyliśmy jeszcze "naszego" Cygana, zapewne szukającego kolejnych zbłąkanych turystów :-)
 
 
- JUSTYNA & AREK


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts