Pomysł o wzięciu udziału w Rowerowej Grze Miejskiej pojawił się wraz z wydarzeniem na Facebook'u, więc liczyliśmy na fajną z...

Ryczące 30stki :D

 
 
Pomysł o wzięciu udziału w Rowerowej Grze Miejskiej pojawił się wraz z wydarzeniem na Facebook'u, więc liczyliśmy na fajną zabawę ze znajomymi. Dzień przed wydarzeniem Arek wybrał się z Madzią na wycieczkę rowerową, podczas gdy ja byłam w pracy. Wracając zerwał łańcuch, tak niefortunnie, że złamał tylną przerzutkę. Mogę sobie tylko wyobrazić jego złość, ale chyba nie chcę. Z powodu braku roweru (nie chciał slyszec nawet o pożyczeniu) postanowił z Madzią zostać w domu, nalegając abym sama pojechała, a nie mogłam przecież zostawić dziewczyn.
 

Rano spotkałam się z Olą i Agnieszką, aby wspólnie  wyruszyć do Gliwic na start, z myślą, że Natalia jest już w drodze. Natalia jednak postanowiła jechać za nami i na Rynek dotarła chwilę po nas. Odebrałyśmy mapę zmieniłyśmy nazwę zespołu na "Ryczące 30stki", gdyż dwa dni wcześniej Ola kończyła ten piękny wiek a ja i Agnieszka w niedalekiej przyszłości do niej dołączymy. Natalia jest młodsza więc ona robiła za tą "ryczacą".
 

Po chwili wyznaczyłyśmy pierwszy punkt i ruszyłyśmy w drogę. Nie będę opisywać każdego kolejnego punktu bo czasem zdobycie go w naszym przypadku graniczyło z cudem ;) Mój telefon nie mógł służyć za GPS bo bateria o dziwo dość szybko mi uciekała, a nie wiedziałyśmy do końca jak długo będziemy jeździć. GPS Oli wkręcił się w nieustanne przeliczanie trasy, Agnieszka wolała nawet swojego nie załączać bo i tak nie działał a Natalii też był wątpliwej wiarygodności... i tak w dobie smartfonów, internetów i innych bajerów  liczyć mogłyśmy tylko na swoją kobiecą intuicję.
 
 
Nie wiem ile razy przeklinałyśmy Arka, za to że nas zostawił na pastwę tej naszej intuicji, byłyśmy chyba jedyną żeńska drużyną bez męskiego pierwiastka nawigacji.
Bawiłyśmy się przy tym naszym błądzeniu wręcz wspaniale, a końcowe punkty zaliczyłyśmy podczepiając się do napotkanych chłopaków :)
 

Ale w efekcie końcowym udało nam się zmieścić w czasie i nie dojechałyśmy na metę  ostatnie 
Tego dnia mój dystans wniósł 52km a dla Natalii i Oli, które w tym roku raczej nie pojeździły jeszcze na rowerze ogromne brawa, że dokulały się jakoś do końca. Wieczorem czekała nas urodzinowa impreza Oli, po której każda z nas padła jak niemowlę i nie była to wina alkoholu
 
- JUSTYNA


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts