Toboły, sprzęt, szpej, bagaż. Nazwij to jak chcesz. Nieodłączny element każdej podróży, zwłaszcza takiej zorientowanej na jakąkolwi...

Bagaż doświadczeń


 

Toboły, sprzęt, szpej, bagaż. Nazwij to jak chcesz. Nieodłączny element każdej podróży, zwłaszcza takiej zorientowanej na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Zamyśliłem się ostatnio nad tymi naszymi tobołami. Ale najpierw tło:


Sobota. Późny wieczór, pochmurno, parkujemy przed apartamentem w Szczawnicy. Magda jak zwykle głośno podkreśla że tylko tata nadaje się do tego żeby wyciągnąć ją z fotelika i łaskawie zanieść do pokoju. Biorę więc pod jedną rękę córę, w drugą pierwszą lepszą torbę, Justyna z kluczami otwiera nam drzwi do budynku. Znajdujemy nasz pokój, Magda zaczyna robić bajzel, Justyna próbuje się jakoś ogarnąć i przebrać małą. Na mnie naturalnie spada obowiązek dostarczenia całej reszty bagażu do pokoju. Nieważne że na jedną noc, z małym dzieckiem i żoną w ciąży tego bagażu zawsze jest dużo.

Schodzę więc, otwieram bagażnik i kolejny już raz rozpoczynam tą śmieszną walkę z ilością powtórzeń trasy samochód-pokój, poprzez próbę przeniesienia maksimum bagażu za jednym razem. No to jedziemy: łóżko turystyczne, moja torba z ciuchami, walizka od dziewczyn, lustro... a właśnie, kamera sportowa była chyba z przodu samochodu bo Justyna zdjęcia przeglądała, kamerę też zabiorę... Grrr... No to jeszcze raz, kamera, lustro, łóżeczko, walizka... Gdzie ten laptop..?

Przy powtarzaniu kolejnej, jak zwykle nieuniknionej rundy pokój-samochód na chwilę zamyśliłem się nad innymi, dość specyficznym okazjami przy których musiałem się zmagać z naszym bagażem. 

Najgorzej? Najgorzej było chyba pod Transalpiną w Rumunii. Po dłuższym poszukiwaniu noclegu przy pogodzie "za chwilę wielki potop" natrafiliśmy na przyjaznego Rumuna który prowadził nas pod dom w który mieliśmy spać. W czasie przejazdu oczywiście z nieba runęła na nas ogromna masa wody. Podjechaliśmy pod dom, od wejścia dzieliło nas może pięć metrów. Przez te pięć metrów sprintu do wejścia zarówno ja, Magda jak i Justyna przemokliśmy do ostatniej nitki. Potem to już tylko ja sobie dreptałem tam i z powrotem, na bosaka w samych spodenkach bo wszystko było potwornie mokre. Jakimś cudem laptop i aparat przetrwały tą przeprawę, a powtórzeń wspominanej już trasy samochód-pokój było chyba kilkanaście.

Najwięcej? Najwięcej to oczywiście Chorwacja, auto pełne ciuchów, namiotów, śpiworów, wózków, nosidełek a na domiar tego jeszcze dwa rowery szosowe rozkręcone tak aby pomieścić się w bagażniku Fabii Combi. Noszenie tego wszystkiego, skręcanie, wycieranie ze smaru, który pomimo zabezpieczeń na napędzie jednak dostał się na rzeczy na których nie powinno go być... Chyba godzina w palącym słońcu.


Najszybciej? To chyba Hollental, z tego co wiem to miejsce do którego już powrotu nie ma w przyszłym roku, gdyż władze Kaiserbrunn zlikwidowały to najbardziej zwariowane pole biwakowe w Alpach Austriackich. Ciemna noc nas złapała, Magda padła ze zmęczenia, robiło się cholernie zimno, a trzeba było rozbić namiot, pościelić ekipie i jeszcze coś zjeść. No a miejsca na namiot - jak to w Kaiserbrunn bywa - zero. Szybko znalazłem mały kawałek trawy, rozbiliśmy namiot z jedną małą latarką i jakoś udało się wszystko ogarnąć bez budzenia malutkiej.

Uśmiecham się też wspominając dodatkowe atrakcje związane z noszeniem naszych dość cennych i mało poręcznych rumaków po pokojach hotelowych nad Morzem Czarnym, Zalewem Solińskim czy Liptovską Marą.


Pomimo tej nieco niewdzięcznej roli tragarza, Szerpy czy jucznego muła, pomimo tego że już jestem zmęczony podróżą - to i tak uwielbiam ten czas. Bo już za chwilę padnę zmęczony na łóżko, a Magda zacznie skakać mi po brzuchu i przypominać że jej do zmęczenia jeszcze daleko. Za chwilę będziemy spacerować wzdłuż cudownie pustego o tej porze deptaku przy Grajcarku. Potem co najwyżej kolacja w Kocim i w kimę. Jutro zrobimy coś, co ma znamiona "aktywności ruchowej", nie dzisiaj. Bo tak już zwykle bywa, że większość ambitnych planów sportowych po długiej podróży i rozładunku ma prawo nie wypalić :)

 -Arek


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts