To, że my mamy walentynki cały rok pewnie już nie jeden wie, ale czternasty luty to dla nas dobry powód by po prostu gdzieś razem wyjec...

We love Stolove!


To, że my mamy walentynki cały rok pewnie już nie jeden wie, ale czternasty luty to dla nas dobry powód by po prostu gdzieś razem wyjechać.
Miał to być pierwszy wyjazd w góry Mateusza i padło na Góry Stołowe a dokładnie na Pasterkę, miejsce gdzie nie działają telefony i człowiek ma możliwość, albo nawet jest zmuszony odciąć się od reszty świata. Naszą bazą wypadową był należący do szeroko rozumianego"Przystanku Pasterka" dom wypoczynkowy "Szczelinka". Mały apartament jak na schroniskowe warunki okazał się bardzo przyzwoity. Dwa pokoje z łazienką, do tego podstawowe sztućce, naczynia i czajnik w pokoju sprostały naszym wymaganiom. Małym minusem była temperatura panująca w pokoju. Było chłodno, ale obsługa schroniska była przygotowana na taką ewentualność i dała nam dodatkowy grzejnik. Co do samej obsługi jak i całego obiektu - byliśmy zauroczeni tym miejscem oraz atmosferą tam panującą. Jak się okazało nie tylko my wybraliśmy się z takim maluszkiem w góry. Na sali "Kominkowej" odnosiło się wrażenie, że każdy kto tam przyjechał zabrał ze sobą dziecko. Magda miała towarzystwo do zabawy, a naturalne karmienie przy stoliku popijając kawę było tam... naturalne.


Brakowało mi takiej odskoczni.
Ale nie pojechaliśmy tam siedzieć w pokoju przecież - naszym głównym celem było wyjście z dzieciarnią na biegówki. Zakupiliśmy ostatnio specjalną wkładkę dla Matiego do naszej przyczepki aby wraz z siostrą mógł nam już towarzyszyć w wojażach i przyzwyczajać się do takiego trybu życia.
Po solidnym śniadaniu ubraliśmy dzieciaki,  wpakowaliśmy je do przyczepki i udaliśmy się na najbliższy szlak biegowy.


Wybieraliśmy jak najbardziej płaskie trasy, lecz mimo to nie obyło się bez upadków. Muszę poćwiczyć hamowanie bo siadanie na tyłku za każdym razem, kiedy chcę zwolnić jest problematyczne ;) udało nam się pobiegać dwie godziny z pięknymi widokami.


Arek polatał chwilę dronem - naszą nową zabawką... niestety nic się nie nagrało z biegówek ponieważ karta pamięci okazała się pełna. Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz materiał "przepadł", ale dopiero się uczymy zabawy z UAV, więc na opinię jeszcze trochę za wcześnie.
Słodziaki się wyspały, a że do zmierzchu było jeszcze daleko pojechaliśmy do Kudowy Zdrój na obiad i spacer po parku.



Przed powrotem do domu zaliczyliśmy jeszcze krótki spacer, Arek wypuścił po raz kolejny drona, tym razem już z lepszymi efektami.



Żal było wracać, dlatego jeszcze w tym roku tam wrócimy w końcu zostały tam nasze serca... :)

- JUSTYNA




Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts