W końcu nastąpił ten dzień kiedy całą rodziną (w nowym, niedawno powiększonym składzie) wybraliśmy się w góry. Pojechaliśmy do Bren...




W końcu nastąpił ten dzień kiedy całą rodziną (w nowym, niedawno powiększonym składzie) wybraliśmy się w góry. Pojechaliśmy do Brennej i z ulubionego parkingu przy żółtym szlaku prowadzącym na przełęcz Karkoszczonka wyruszyliśmy w kierunku Chaty Wuja Toma. 


Na początku chcieliśmy zrezygnować z nosidełka dla Madzi, ale księżniczka stwierdziła, że wsiada i nie było dyskusji. Udało nam się zapakować najpotrzebniejsze rzeczy do nosidełka, dzięki czemu nie musiałam brać plecaka - i całe szczęście, bo Mati dość mocno ciążył mi przodu. Po niecałej godzinie dotarliśmy do celu.


W Chacie każdy zjadł to na co miał ochotę (my zupy, Mati mleko prosto z dystrybutora a Magda dorwała lizaka), potem była chwilka na odpalenie drona by rozejrzał się po okolicy i powoli zaczęliśmy schodzić do samochodu.



Pierwszy wypad z tymi maluchami udał się doskonale. Magda, ku naszemu zaskoczeniu, cały czas chciała siedzieć w nosidle, od czasu do czasu każąc tylko tacie puścić drona, żeby zrobił jej zdjęcie.




Mateusz natomiast idąc śladami siostry w jego wieku, całą wycieczkę przespał, robiąc tylko małą przerwę na jedzenie w schronisku.



Do domu wróciliśmy zmęczeni w przeciwieństwie do dzieci, które w aucie jak zwykle naładowały baterie.

Na wstępie odpowiem na pierwsze pytanie, które zadają nam ludzie: GDZIE MOŻNA KUPIĆ TAKIE FAJNE NOSIDEŁKO??? Nie wiem. Naprawdę, s...


Na wstępie odpowiem na pierwsze pytanie, które zadają nam ludzie: GDZIE MOŻNA KUPIĆ TAKIE FAJNE NOSIDEŁKO???

Nie wiem.

Naprawdę, spróbujcie może wpisać w Googlach coś w stylu "child carrier backpack stroller" i wyskoczą wam na obrazach zdjęcia podobnego wynalazku do tego, z którym my się bujamy od dwóch lat. Wygląda na to, że było to "kiedyś tam" produkowane i "gdzieś tam" sprzedawane na Amazonach i tym podobnych, ale już nie jest. Nie wiem z jakiej przyczyny i szczerze mówiąc boję się myśleć dlaczego ktoś wycofał z rynku tak sprytny gadżet do przenoszenia dziecka na plecach. W każdym razie nie udało mi się znaleźć nic, co mogło by wskazywać na to, że produkt jest niebezpieczny dla użytkownika. Jak się z tym chodzi? A fajnie, dziękuję.



System nośny jest w miarę prosty i w zasadzie głównym czynnikiem, który może tu powodować jakikolwiek dyskomfort jest pasażer nosidełka. Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju kopniaki w żebra, ciągnięcie za włosy i tym podobne atrakcje. System rozkładania też jest dość prosty, niestety jakość materiałów jest trochę słaba. Aluminiowe elementy stelaża są dość podatne na wygięcia w przypadku oddziaływania obciążeń ścinających, innymi słowy - ostrożnie z rzucaniem, upychaniem w szafie, czy też przygniataniem innym bagażem w małym bagażniku twojego kombi. Materiał jest też dość podatny na zabrudzenia.

Początkowo martwił mnie rozmiar kółek, sprawiały wrażenie zupełnie nie nadających się w teren. W praktyce okazało się oczywiście, że najlepiej toczą się po asfalcie, ale też udeptane ścieżki czy polne drogi nie są im straszne.

Ogólne wrażenia są bardzo pozytywne. Wbrew pozorom szlaki turystyczne są pełne miejsc gdzie małe kółka tego nosidełka znajdą zastosowanie. I właśnie wtedy plecy taty bardzo docenią fakt, że dziecko można ściągnąć na chwilę by rozprostować kości, jednocześnie nie przerywając wędrówki.

Generalnie bardzo polecamy zakup takiego wynalazku. Jeśli uda wam się go gdzieś trafić - proszę poinformujcie nas o tym, jesteśmy bardzo ciekawi jak staliście się posiadaczami takiego nosidełka. My swoje kupiliśmy używane na Olx.pl, od kobiety z Częstochowy, za całe pięćdziesiąt złotych. To chyba najlepiej wydane pięć dych w moim życiu.



- AREK
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts