Burley Honey Bee to nie był nasz pierwszy wybór, jeśli chodzi o przyczepki. To trzeba zaznaczyć od razu. Kryteria były w ...

Burley Honey Bee







Burley Honey Bee to nie był nasz pierwszy wybór, jeśli chodzi o przyczepki. To trzeba zaznaczyć od razu. Kryteria były w zasadzie trzy: po pierwsze przyczepka miała posiadać wszelkie niezbędne atesty bezpieczeństwa, w tym przypadku to standard ASTM F1975-09 - ten wymóg mógłbym pozostawić bez komentarza, ale warto zaznaczyć tutaj, że przyczepka rowerowa którą pan Kowalski ogląda na promocji w Markecie X za 150 złotych RACZEJ NIE POSIADA TYCH ATESTÓW.

Drugie kryterium to waga przyczepki. Kryterium równie oczywiste, podczepiamy ją głównie do rowerów szosowych - a tam waga, szczególnie jeśli chodzi o jazdę w górach, ma duże znaczenie. Posłużę się tu linkiem do tej strony, gdzie możecie znaleźć świetne porównanie wielu różnych parametrów przyczepek różnych producentów. Zerkając na tabele łatwo zauważyć duże różnice w wadze pomiędzy przyczepkami z zawieszeniem i bez zawieszenia. Dlatego wybraliśmy przyczepkę bez zawieszenia.

Trzecie kryterium to była jeszcze półtora roku temu sprawa otwarta. Mianowicie, przyczepka miała być zdolna do przewożenia dwójki brzdąców. Tak na wszelki wypadek :)


Jak wspomniałem wyżej, zerkając na tabele łatwo było wywnioskować, że najlepszą, najlżejszą przyczepką do uprawiania kolarstwa z dzieckiem jest Burley Bee, czyli stricte przyczepka rowerowa. Jak się potem okazało, w tamtym czasie nie była dostępna w Polskiej dystrybucji, natomiast sam dystrybutor zaoferował nam rabat na model wyżej, czyli naszą Honey Bee. W ten sposób udało nam się kupić naszą przyczepkę za około 1200 złotych.


Po porównaniu jej z Bee szybko można dojść do wniosku że różnica w masie bierze się tylko i wyłącznie z dwóch powodów - faktu że Honey Bee posiada przednie kółko umożliwiające używanie jej jako wózka, oraz innego kształtu tylnego pałąka, który w Honey Bee służy też jako uchwyt do pchania przyczepki. Po odmontowaniu przedniego kółka różnica w masie zmniejsza się do około 0,5kg, czyli całość waży wtedy około 10kg. Proponuję teraz porównać tą przyczepkę do bardzo popularnych w Polsce przyczepek Thule, pod względem wagi oraz ceny, a wnioski nasuną się same.

W użytkowaniu Honey Bee jest świetna. Cieszę się, że jednak zdecydowaliśmy się na przyczepkę z doczepianym kółkiem, które zamienia ją w wózek. Składanie i rozkładanie przyczepki to kwestia minuty. Jedyne co mogło na początku irytować to fakt że w miejscu mocowania z rowerem przyczepka lubiała nieprzyjemnie trzeszczeć - zlikwidowaliśmy to poprzez zastosowanie kawałka folii przy mocowaniu przyczepki do roweru. Miejsca w środku jest dużo, bagażnik też jest dość pojemny - da się tam nawet spakować mały namiot, śpiwory i maty dla małej rodzinki.

Co ważne - dzieciaki w środku mają naprawdę ciepło. Nie straszne im mrozy i zimny wiatr. Koła świetnie sobie radzą z przeszkodami i jazdą poza asfaltowymi drogami, naprawdę nie jest taka straszna dla dziecka jakby się mogło wydawać - w końcu dziecko jest zawieszone w siedzisku które już samo działa jak element amortyzujący.


Zaznaczam też że firma Burley, która przyczepki robi już od dawna, oferuje różne akcesoria do swoich przyczepek. Do przyczepki zamiast standardowych kół można przyczepić narty, lub też ostatnio modne koła a'la "Fat Bike", które skutecznie mogą zastąpić amortyzator.

Obecnie Justyna chcąc wyjść z domu z dwójką naszych skarbów używa owej przyczepki.
Dokupiliśmy wkładkę niemowlęcą dla Matiego, dzięki czemu przyczepka rewelacyjnie spełnia rolę wózka dla rodzeństwa w różnym wieku :)


- AREK


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts