Dzień trzeci rozpoczęliśmy przy pełnej lampie, wyspani i gotowi do dalszej trasy. Pożegnaliśmy przemiłych właścicieli penzionu, jednoc...

EUROTRIP 2015 - powrót dzień trzeci

Dzień trzeci rozpoczęliśmy przy pełnej lampie, wyspani i gotowi do dalszej trasy. Pożegnaliśmy przemiłych właścicieli penzionu, jednocześnie obiecując, że gdy następnym razem zgubimy się gdzieś w okolicy to na pewno ich odwiedzimy. 
Dalsza droga prowadziła na północny wschód.  Nie spiesząc się specjalnie i omijając główne drogi zatrzymaliśmy się na szybkie śniadanie z niemieckiego dyskontu, zatkaliśmy dziury w plombach kajzerkami z parówką i ruszyliśmy w stronę serca Wielkiej Fatry.
Donovaly  spory zimowy słowacki  kurort,  który latem, podobnie jak większość zimowych kurortów, jest dość opustoszały, a większość lokali i noclegowni jest zamknięta. Udaje nam się dość szybko znaleść tani nocleg w internetach, oczywiście nie obyło się bez biegania po centralnym parkingu w poszukiwaniu wifi.
Rozpakowaliśmy podstawowy zestaw bagażu, ogarnęliśmy Madzię i ruszyliśmy w góry. Donovaly leżą u stóp Zwolenia, więc nie szukaliśmy daleko i obraliśmy go jako cel dzisiejszej wędrówki. Szlak początkowo prowadził wzdłuż głównej ulicy, aby następnie zacząć ostro piąć się pod górę. Poranne opady w górach sprawiły że szlak był nieco śliski ale dość dobrze nam się maszerowało.
Po drodze na szczyt była zwyczajowa przerwa na butelkę mleka i krótki odpoczynek. Pogoda zaczynała być kapryśna więc nie traciliśmy czasu i zaczęliśmy zagęszczać ruchy.
Po osiągnięciu grani zobaczyliśmy niezwykłą panoramę Wielkiej Fatry, pasma nieco przypominającego nasze Bieszczady swoją dzikością i trawiastymi partiami szczytowymi. Po krótkim spacerze byliśmy na szczycie, gdzie zdecydowaliśmy, że zahaczymy jeszcze o stację kolejki na Novej Holi.
Mieliśmy nadzieję że kolejka będzie czynna i uda nam się załapać na zjazd do domu. Niestety była nieczynna, tak więc pokluczyliśmy po chaszczach w pobliżu kolejki w poszukiwaniu sensownego zejścia w dół, jednak południowe zbocza Novej Holi były pełne ogrodzonych pastwisk. W końcu jednak wróciliśmy na czerwony szlak, którym zeszliśmy do naszego lokum.
Reszta dnia minęła spokojnie, czyli obiad, mały spacer po Donovalach i wieczór  spędzony na planowaniu przy słowackich serach, Radlerach i resztkach winogron ze słonecznej Italii.
Tego dnia także Lumia 1020 Justyny dokonała swojego żywota, razem z prawie wszystkimi zdjęciami zrobionymi w czasie urlopu!
Na szczęście smutniejszych momentów w czasie tego urlopu już miało nie być :-)

- AREK


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts