Weekend zaplanowany co do godziny można by rzec. Nastroje wyśmienite, z uśmiechami na twarzach kładliśmy się spać w piątek wieczor...

(Nie)udany weekend poza domem



Weekend zaplanowany co do godziny można by rzec.
Nastroje wyśmienite, z uśmiechami na twarzach kładliśmy się spać w piątek wieczorem.

Sobota rano.
Wstaje nasza mała buntowniczka lewą nogą, dupskiem do góry i czym tam jeszcze się da. Dziś jedziemy do ZOO. Ale Magda obwieszcza, że ona nie jedzie! Bo... Nie lubi ZOO.
Śniadanie upłynęło dość nerwowo, zapakowaliśmy dzieciaki do auta i jednak w komplecie ruszyliśmy do ZOO.
Ruszyliśmy do ZOO w Opolu już w drodze z parkingu do bram Ogrodu Zoologicznego Magda trzy razy wracała się do auta, mówiąc ze nie chce iść do ZOO.
Kiedy została wniesiona do tego nieszczęsnego ZOO, nagle zapragnęła zobaczyć zwierzątka! Dla świętego spokoju wypożyczyliśmy drewniany wózek, w którym Arek woził Madzię.
Mateusz-uodporniony już na wszelkie humory i krzyki siostry, zasnął niedługo po wejściu do ogrodu.
Poza sezonem ZOO nie wyglądało zbyt atrakcyjnie.
Zagroda ze zwierzętami domowymi, z możliwością karmienia ich przez małe dzieci miała być główną atrakcją dla naszej Magdy, ale niestety była nie czynna. Alejki między zagrodami w niektórych miejscach były kompletnie nieprzejezdne z powodu wielkich kałuż powstałych w wyniku ostatnich opadów deszczu.




Mimo to udało nam się zrobić kilka fajnych fotek, a Mateusz obudził się akurat jak wychodziliśmy i rzutem na taśmę załapał się na fotkę z gorylem.


Wyjście z ZOO było okupione oczywiście płaczem, bo Magda jednak lubi ZOO i wcale nie chce wracać do domu...



Niedziela rano. 
Humor naszej buntowniczki nie uległ wielkiej poprawie, ale dzisiaj w planie były góry. Jako, że Magda po górach już chodzi, Arek wziął tylko asekuracyjnie siedzisko na barana, a ja miałam nosić Matiego w Chicco.
Zanim ja z Matim wygramoliłam się z auta, Magda zdążyła "zmarznąć na kość" i oświadczyć Arkowi że nie lubi gór.


W ogóle to ją nogi bolały i od początku Arek zmuszony został do niesienia jej na barana.
Dzieci ubrane jak na przysłowiowy Sybir, pogoda była "w miarę", i nagle rozlega się płacz.
Magda mówi, że jej zimno w buzie i ona chce do auta! Na nic się zdały się rozmowy, negocjacje i dodatkowe warstwy odzieży.


Po całych piętnastu minutach wyprawy wróciliśmy do samochodu.




Gdy tylko ruszyliśmy, Magda oczywiście oświadczyła, że do domu wracać nie chce...
Tak zakończył się nasz cudowny weekend poza domem ;)

Co poradzić??
Nasze starsze dziecko zaczyna już jasno wyrażać swoje zdanie, argumentując swoje potrzeby, które nie zawsze pojawiają się w odpowiednim momencie dla nas. Ale teraz właśnie, rośnie nam partner i kompan podróży. Uczymy się wspólnie planować dzień i brać pod uwagę potrzeby każdego z nas, bez względu na wiek.
Takich weekendów pewnie będzie jeszcze kilka(naście), ale każdy na pewno nas czegoś nauczy i z każdego, będziemy się starali wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Bunt dwulatka w końcu przechodzi...


W bunt trzylatka...
I tak do czasu, aż się z domu nie wyprowadzi ;)

- JUSTYNA


Może to też Cię zainteresuje:

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts