W poszukiwaniu ciepła ptaki udają się na południe, to wie każdy. Wszak ptaki akurat wielkością mózgów nie grzeszą, ale nie znaczy to...


W poszukiwaniu ciepła ptaki udają się na południe, to wie każdy. Wszak ptaki akurat wielkością mózgów nie grzeszą, ale nie znaczy to, że są głupie - w końcu sowa nie bez powodu jest symbolem mądrości. Po chłodnym przywitaniu, które zgotowała nam Liptowska Mara - oraz nieco lepszej aurze w Egerze - w poszukiwaniu ciepła udaliśmy się tam, gdzie kierują się ptaki, czyli nieco na południe.



Węgierskie ptaki, a przynajmniej 95% z nich mają takie ulubione miejsce - to słynna węgierska Puszta, największa w Europie trawiasta pustynia, prawie całkowicie pozbawiona drzew. Z tego powodu można spotkać tam bardzo dużo ptaków, płazów i gadów - za to sarenki, dziki i inne leśne stwory są rzadkością. Spotkać można również dziko biegające konie, które na bezkresnym stepie mają naprawdę niezły wybieg.




Centralnym punktem Puszty jest miejscowość Hortobagy, od której wzięła się zresztą nazwa parku narodowego. Od momentu wjazdu na teren parku szybko można zauważyć, że bardzo mało jest tutaj słupów - Węgrzy starali się prowadzić linie elektryczne i telefoniczne pod ziemią, tak aby nie psuły one krajobrazu. I faktycznie, wielkie przestrzenie Puszty robią równie wielkie wrażenie. Charakterystyczne są białe budynki kryte strzechą, oraz wielkie studnie z żurawiami, jakby zastygłe w czasie. Ptactwa tu pełno - widzieliśmy klucze gęsi, hordy krukowatych na polach, prawdziwe zatrzęsienie bocianów. Małe ptaki, czy inne pełzające przysmaki oczywiście przyciągają też drapieżniki. Naprawdę jest tu prawie wszystko, co fruwa na Węgrzech.



 Po przejechaniu najdłuższego na Węgrzech, kamiennego dziewięcioprzęsłowego mostu dotarliśmy wreszcie do centrum miejscowości Hortobagy. Naprędce ogarnęliśmy pole namiotowe (ceny zasadniczo podobne jak wszędzie na naszym namiotowym szlaku, tylko prąd trochę drogi), pyszny polowy obiad i wskoczyliśmy na rowery aby trochę pozwiedzać okolicę. Można oczywiście wybrać inne sposoby transportu - dorożki, jeepy czy jazdę konno - to jednak nie nasza bajka. Hortobagy mają pełno ciekawych atrakcji dla miłośników zwierząt, które nie-sposób ot tak zaliczyć w jedno popołudnie: mamy tu szpital dla ptaków, ogród zwierząt "udomowionych", czy Muzeum Pasterstwa.



W ciągu roku odbywa się tutaj wiele imprez tematycznych - nam akurat nie udało się trafić w żadną.  Nasza mała rajza prowadziła przez stadniny koni, ośrodki jeździeckie, upadły kompleks hotelowy, by wreszcie zakończyć się w centrum miejscowości, obok małego jarmarku i zagrody z ptactwem. Wewnątrz zagrody (sezonowo nieczynnej) siedziała sobie spora gromadka bocianów i wesoło klekotała, nic sobie nie robiąc z turystów którzy podchodzili do nich na prawie że wyciągniecie ręki. Udało nam się jeszcze zrobić małe zakupy i wyskoczyć na loda, o którym Magda przypominała nam od dłuższego czasu. Oczywiście gdy tylko go dostała - lód spadł na ziemię, wywołując tym sposobem bardzo, ale to bardzo głośny płacz. Wspaniałomyślny sprzedawca lodów ulitował się nad bębenkami innych gości lodziarni oraz jarmarku jako takiego i ku uciesze wszystkich poratował sytuację kolejnym lodem na koszt firmy.


 Po krótkim odpoczynku udaliśmy się podejrzeć jeszcze inne zwierzaki specyficzne dla tego regionu - bydło szare, charakteryzujące się bardzo długimi rogami. Jeden byczek szczególnie upodobał sobie Justynę, na szczęście dla nas stało mu na drodze ogrodzenie pod wysokim napięciem. Gdy słońce zaczynało zachodzić wróciliśmy na pole namiotowe przygotować Mateusza do snu. Na Puszcie jest także park nocnego nieba, a pogoda sprzyjała - więc szykowała się piękna noc. 


Magda wyskoczyła jeszcze na chwilę na rowerek biegowy, przy okazji zaliczając zderzenie z płotem elektrycznym który nas chronił przed wcześniej wspomnianym byczkiem. Obyło się bez porażenia (pewnie opony ją izolowały), tzn. Magdzie nic się nie stało, ale ja dostałem po łapach gdy sprawdzałem działanie płotu :) Resztę wieczoru spędziliśmy piekąc kiełbaski i rozmawiając z przemiłym polskim małżeństwem podróżników camperowych, którzy podsunęli nam pomysł na kolejny dzień wyprawy.


- Arek


Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts