Dobry dzień zaczyna się od dobrego śniadania - koniec i kropka. Pewien znajomy, zapytany czy lepiej mu służył stan kawalerski niż obe...


Dobry dzień zaczyna się od dobrego śniadania - koniec i kropka. Pewien znajomy, zapytany czy lepiej mu służył stan kawalerski niż obecny, odpowiedział: "Wiesz, kiedyś rano późno wstawałem, nie chciało mi się robić śniadania i potem cały dzień byłem głodny i źle mi było. Teraz wstaję wcześniej, robię śniadanie dla siebie i dla żony, a potem jestem pojedzony i dzień układa się dobrze. Więc chyba jest lepiej, co?". Ta anegdota towarzyszy mi codziennie, bo zawsze staram się przygotowywać najważniejszy posiłek dnia dla całej rodziny. W podróży również. Tego dnia na talerze zawitała owsianka z musli, bananami i winogronami z Egeru. Po takiej bombie energetycznej można przenosić góry.

A gór w Hortobagach nie było. Tak więc rozpoczęliśmy podróż powrotną do domu - miał być Miszkolc, ale dostaliśmy dzień wcześniej wskazówki jak trafić na miłe, spokojne kąpielisko termalne, na którym jednocześnie jest pole namiotowe. No i fakt, że koło pola namiotowego była winiarnia lejąca tokaje po siedem polskich złotych za litr, też okazał się czynnikiem decydującym o wyborze dzisiejszej destynacji.


Pogoda dopisywała, dużo bardziej niż zdrowie naszego najmłodszego. Dlatego też musieliśmy szybko znaleźć jakąś węgierską aptekę co by Mateusz nam się całkiem nie posypał w środku naszego urlopu. Droga na północ, którą obraliśmy niejako omijała większe miejscowości i tak naprawdę pierwszą napotkaną i czynną apteką była ta w Tokaju.

Trzeba przyznać, że miasteczko jest bardzo urokliwe. Położone u stóp wulkanicznej góry, w miejscu gdzie łączą się Cisa i Bodrog, w sierpniowe południe było niemalże puste, bardzo spokojne. Zatrzymaliśmy się w okolicy centrum tylko na szybką wizytę w aptece, i równie szybkie zakupy w jednej z wielu winiarni.




Następnie ruszyliśmy w dalszą podróż do miejsca naszego dzisiejszego noclegu. Od Tokaju na północ zaczyna się przepiękne pasmo gór Tokajsko-Slanskich, niewysokich, ale jakże innych od tego, co można zobaczyć w naszym kraju. Mało zaludnione z powodu braku większych ośrodków w okolicy, dolne zbocza pokrywa zwykle winorośl, zaś wierzchołki zarośnięte są pięknymi pierwotnymi lasami liściastymi. Wjechaliśmy nawet na jedną z takich winiarni zrobić kilka zdjęć i skosztować lokalnych odmian winogron.

Po krótkiej podróży dotarliśmy do naszego celu na dzisiaj - kąpieliska termalnego i kempingu Végardó Fürdő w miasteczku Sárospatak. Kąpielisko ma swoje początki już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to odkryto obecność termalnych wód leczniczych. Od tamtego okresu kąpielisko przeszło szereg modernizacji i dziś prezentuje się naprawdę dobrze.



Tak dobrze, że rejestracji z naszego Podkarpacia na kempingu było prawdziwe zatrzęsienie. I w sumie nic w tym dziwnego - w linii prostej jest tutaj może z dwieście kilometrów przez Słowację - to naprawdę niewiele jak na weekendowy wypad. Naszych rodaków, podobnie jak nas przyciągają tu nie tylko lecznicze właściwości wód termalnych, ale też stosunkowo nieduża ilość gości w sezonie, oraz bardzo atrakcyjne ceny. Na terenie kąpieliska znajduje się kilka basenów, place zabaw, restauracje - jednym słowem wszystko co na kąpielisku być powinno.

Gdy dzieciaki miały już dość wody, postanowiliśmy ruszyć się gdzieś poza teren kąpieliska, pozwiedzać trochę miasteczko. Zapakowaliśmy dziatwę do przyczepki - w samą porę na popołudniową drzemkę - i ruszyliśmy zwiedzać. Zaraz po opuszczeniu terenu kąpieliska, jedną z pierwszych rzeczy które wydały nam się "inne" był pobliski cmentarz. Pomniki i groby nie przypominały tych z cmentarzy, do których przywykliśmy w Polsce - częściej miały kształt obelisków i grobowców niż tradycyjnych z krzyżem. Jak się potem okazało był to cmentarz Kalwiński, typowy dla Węgierskiego Kościoła Reformowanego - jest to druga po Katolicyzmie religia w Węgrzech, dominująca na wschodnich terenach kraju. W wielkim skrócie, moimi słowami - aby wyjaśnić różnice między Katolicyzmem i Kalwinizmem: doktryna Kalwinizmu opiera się na predestynacji - Bóg przed stworzeniem świata zdecydował suwerennie kto trafi do raju lub nie. Dobre i złe uczynki które ludzie popełniają za życia są tylko potwierdzeniem, że człowiek będzie zbawiony lub potępiony.

Za cmentarzem trafiliśmy do serca parku Isokalert, w którym znajduje się zabytkowa Biblioteka Kolegium Kalwińskiego oraz wiele pomników i popiersi postaci historycznych. Wreszcie dotarliśmy w okolice Domu Kultury w Saroszpatak, gdzie mogliśmy przez chwilę odpocząć i podziwiać piękną architekturę budynków Uniwersytetu i pobliskich pomników. W drodze powrotnej natknęliśmy się jeszcze na - jakże miły - Polski akcent w Sarospatak, oraz miejsce do pocałunków pod jemiołą.



Reszta dnia upłynęła na rutynowych czynnościach kolacyjno - higienicznych, oraz integracji z innymi biwakującymi tu ludźmi. Znamiennym jest, że wieczorem siedziałem przy jednym stole z Węgrami i Słowakami pijąc wino - i doskonale się dogadywaliśmy... po rosyjsku :)


- Arek
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram

Find us on Facebook

Popular Posts